W Karpaczu Górnym znajduje się miejsce, które każda para powinna odwiedzić- jest to miniaturowy młyn, zwany Młynkiem Miłości. Według legendy, dawno temu stał w tym miejscu prawdziwy młyn, a woda wybijająca pod nim miała cudowną właściwość odwzajemniania miłości. Wiedziała o tym doskonale córka ówczesnego młynarza, która zakochana w Duchu Gór pragnęła, by ten napił się magicznej wody. Jak głosi ludowa przypowieść: „tylko tu koło młyńskie ziarno na mąkę zmieniało i losami ludzi kręciło, a córkę młynarza - księżniczce równą czyniło”.

Miejsce to zmodernizowano według koncepcji mieszkańca Karpacza Pana Janusza Motylskiego i dziś można je podziwiać w nowej odsłonie.

LEGENDA:
Przed wieloma wiekami,  wysoko w górach zwanych wtedy Olbrzymimi spokojny wiódł żywot celnik, który ze swym synem w Pańskim Domu  pilnował granicy.

Od niepamiętnych czasów jego dziadowie z rozkazu czeskiego księcia tutaj prowadzili komorę celną. Gospodarstwo ich w dolinie Pląsawy może nie było okazałe i dochodów wielkich nie przynosiło, ale oni dumnie nosili głowę  słynąc w okolicy z uczciwości i  prawego wypełniania swoich obowiązków,  a i rzemiośle rycerskim nie mieli sobie równych.

Szmat czasu martwił się ojciec o przyszły los syna, bo ukazem książęcym tylko do jesieni pełnić mieli wartę na granicy, później mieli swe rzeczy zabrać i ojcowiznę zostawić, bo tą część gór pilnować odtąd mieli, na mocy niedawno podpisanego paktu, poddani śląskiego księcia.

Zrazu po wielu nieprzespanych nocach i dniach spędzonych nad rozmyślaniach,  w samo południe zawezwał ojciec swego syna i rozkazał by na zamek Chojnasty, w naszych czasach zwany Chojnikiem, się udał i wypełnił postawione przez  księżniczkę Kunegundę zadanie. W ten sposób jej rękę posiądzie, niezły majątek zdobędzie, a po granicy przemytników nie będzie już musiał w deszczu, śniegu i słocie gonić.

Woli ojcowskiej posłuszny młodzian wyruszył w drogę. Zszedłszy z gór, po drodze  w Karpaczu na okazały młyn trafił, a że się już zmierzchało i siąpić zaczęło tu o gościnę poprosił.

Młynarz miejsce mu w izbie wskazał, a jego córka wieczerzę zaczęła gotować. Była to piękna dziewczyna, w kwiecie wieku, a przy tym miła i pogodna jak wiosenne niebo. Od razu  wpadła mu w oko, a i ona na niego z coraz większym zaciekawieniem spoglądała, unikając przy tym przezornie wzroku ojca.

Przy wspólnym posiłku, od słowa do słowa, rycerz wyjawił cel swojej wędrówki. W ciemnej izbie nikt nie zobaczył zmartwienia, które pojawiło się na licach pięknej córki młynarza. W okolicy krążyły bowiem opowieści, o śmiałkach, którzy życie potracili próbując konno w pełnej zbroi po koronie murów objechać zamek.

Wszyscy poszli spać, jeno dziewczyna jakoś długo krzątała się po izbie, a potem przy świecy długo w noc coś przygotowywała.

Rano rycerz wyruszać miał w drogę,  na konia już wsiadł, a wtedy podbiegła do niego młynarzówna, jakieś zawiniątka do rąk mu wcisnęła i coś długo szeptała, aż ojciec zaboczywszy to, obruszył się i fuknął rozeźlony. Niespeszony tym młodzian cmoknął pannę w policzek, zaciął konie i ruszył z kopyta. Po sercu mu się ciepło rozlało, kiedy kątem oka na policzku dziewczyny okazały rumieniec zobaczył.

Żarna powoli mleły ziarna na najlepszą mąkę w okolic. Każdego dnia przed zachodem słońca młynarzówna wybiegała na łąkę ponad młynem, by spojrzeć na widoczny w oddali, na wzgórzu zamek, wypatrując jakiegoś znaku, wskazówki. Czekanie na jakąkolwiek wiadomość o ukochanym było dla niej największą torturą.

Siódmego dnia przy wieczerzy, kiedy młynarz zmówił pacierz i podzielił chleb, wtedy ciszę przerwało donośne pukanie do wrót młyna. Przez małe okno biesiadnicy dostrzegli znaną  sylwetkę rycerza.

Zaproszono młodzieńca do środka, sadząc zrazu, że ów zrejterował spod murów Chojnika i teraz wracając w niesławie do domu szuka miejsca na odpoczynek.

Powoli przeżuwając kęsy świeżego chleba upieczonego z najlepszej mąki, rycerz przez nikogo nie molestowany cała historię biesiadnikom opowiedział.

O tym: jak powitała go księżniczka Kunegunda drwiąc  i powątpiewając w jego odwagę,  i o tym jak trudno i niebezpiecznie  było konno w pełnej zbroi objechać zamkowe mury, bowiem podstępna pani zamku kazała w jednym miejscu kilka  kamieni poluzować,  w taki sposób, że koń każdego śmiałka potykał się w tam, tracił równowagę i zrzucał jeźdźca w przepaść Piekielnej Doliny.

Jak sam stwierdził młodzieniec, życie zawdzięcza niezwykłemu podarunkowi, który otrzymał z pięknych rąk  młynarzówny. Było nim niezwykłe mazidło, przygotowane z smaru wyjętego z osi koła młyńskiego, tutejszej mąki innych znanych tylko córce młynarza składników. Zmieszane  razem tworzyły magiczny smar. Wymazane nim końskie kopyta  kleiły się do kamiennych murów z niezwykłą siłą.

Kończąc swą opowieść, rycerz rzucił się na kolana prosząc młynarza o rękę  córki, bo tylko dzięki jej bezinteresownej pomocy cały i zdrów z tej przygody wyszedł. Długo musiała  córka prosić  ojca, aby oświadczyny raczył przyjąć. Ojciec postawił  warunek: narzeczony stan rycerski musi porzucić, młynarskiego rzemiosła nauczyć się powinien i młyn pod swoja opiekę weźmie.

W wielkiej radości młodzian ze wszystkich sił miecz swój wbił w kamień i odtąd jako prosty młynarz wiódł spokojne życie  u boku ukochanej. Razem przez lata dochowali się gromadki dzieci, a młynarskie rzemiosło z pokolenia na pokolenie było przekazywane.

Okoliczna ludność na pamiątkę tego zdarzenia nazwała to miejsce „Młynkiem Miłości”  bo tylko tu koło młyńskie nie tylko ziarno  na mąkę zmieniało, ale tak losami ludzi zakręciło, że córkę młynarza księżniczce równą uczyniło.

Opinie o tym miejscu

Podziel się opinią o tym miejscu

Dziękujemy za oddanie opinii!
Państwa opinia zostanie opublikowana po zatwierdzeniu.
Proszę czekać
Trwa wysyłanie Państwa opinii.

Dane kontaktowe

  • Młynek Miłości, Karkonoska 53, 58-540 Karpacz
Regulamin